wtorek, 15 lipca 2014

6.

My first day.

Mój pierwszy dzień przesunął się w czasie. Niestety. A może stety? W niedzielę późnym wieczorem dostałam sms, że zmiana odwołana i mam nie przychodzić. Trochę mi się smutno zrobiło, bo jednak pracy potrzebuję. Byłam naprawdę sfrustrowana i musiałam jakoś wyładować wszystkie emocje, które się we mnie nazbierały. I na tym skorzystał pokój. Został posprzątany od góry do dołu. Wieczorem (a może już w nocy?) po powrocie Grześka na poprawę mojego humoru obejrzeliśmy Godziny Szczytu 2 (noc wcześniej oglądaliśmy pierwszą część). Położyliśmy sie po 2. Jakie było moje zdziwienie gdy o 8.15 zadzwonili do mnie z agencji, że mam się stawić w pracy najszybciej jak to możliwe. Byłam zaskoczona, uradowana i w całym tym szoku wybrałam się z domu bez kanapki i kawy.
Praca nie jest ciężka. Trzeba złożyć pudełeczko, włożyć do pudełeczka buteleczkę i do kartonika. I tak non stop. Przez 8 godzin. Przerwy są dwie. Jedna 15 min, druga 30 min. Dziś czas mijał mi w miarę szybko. Mam nadzieję, że w kolejnych dniach też tak będzie.

Pozdrawiam :)

1 komentarz:

  1. z agencja tak zawsze jest, dzwonia na ostatnia chwile;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoimi przemyśleniami.